Tym razem dostałem promocyjny zestaw piwa marcowego z Browaru Kormoran… alko 7,2%, ekstrakt 14,5%
Jak widać na zdjęciach załapałem się na promocyjny zestaw z Browaru Kormoran. Zapakowane w ładne drewniane pudełko. Widać, że nasza branża powoli dojrzewa do dopieszczania klientów
Zazwyczaj i tak udawało mi się załapać na piwo praktycznie prosto z browaru albo już następnego dnia było na Starej Warszawskiej (dziś też już mają Marcowe i chyba nawet z kija więc zaraz planujemy się tam udać
)…
Samo piwko… Zlane w kufel prezentuje ładny bursztynowy kolor. Pianka gruba i ładnie się trzyma do samego końca oblepiając kufelek. Z daleka czuć słodowy zapach. Piwo w smaku jest lekko słodkawe ale końcówka już raczej gorzkawa. Chmielu nie czuć. Pije się miło i w sumie nie wyczuwam, żeby to piwo miało aż tyle woltażu. Próbowaliśmy porównać to z opisem tego gatunku na wikim piwo.org i właściwie oprócz alkoholu opis dokładnie oddaje to co pijemy. Nie jest źle a nawet całkiem dobrze.
Wypiliśmy z Pawłem po połowie kufla i obaj doszliśmy do wniosku: „pizga”…. autentycznie wali po czaszce. Nie lubię mocnych piw i mimo, że to Marcowe mi smakowo podchodzi to raczej nie będzie moim ulubionym.
Komentarz Pawła: Jakby miało -2% alko to byłoby zajebiste.
Ogólnie… 9/10 i te -1 za woltaż bo cała reszta bardzo dobra. Drodzy piwowarzy z Kormorana…. mniej woltów
Tags: Browar Kormoran, Marcowe
Kolejna sobota spod znaku wizyty na rynku, który mam prawie pod domem. Tym razem oprócz bliżej niesprecyzowanych obcokrajowców zza zachodniej granicy sprzedających sery (mają coś a’la parmezan … mniam) zwiedziłem ciut stoisk z owocami, warzywami itd. Na pierwszy front oczywiście poszły maliny – nie wiem co w nich jest ale te jesienne są zdecydowanie ciekawsze w smaku od tych letnich. Zakupiłem kilka foremek i już siłą rzeczy (bo zamrażalnik pełny) wziąłem się w końcu za wstawienie drugiej bańki BigGryki. Tyle, że ta tym razem będzie wymieszana z malinami i żeby nie było to na 50l władowałem ich aż 12l. Miód będzie zdecydowanie mailinow0-gryczany. Ciekaw jestem co z tego wyjdzie ale już sama brzeczka pachniała przeuroczo
Drugim zakupem, który zrobiłem były śliwki gatunki węgierka. Czyli te nasze niby rodzime śliwki, które pamiętam z młodości: małe, wyraźne w smaku i średnio słodkie. Oczywiście 2kg nie mogło się zmarnować więc po wyżarciu kilkunastu resztę obrałem, przemieliłem w wylądowały z 2 litrami miodu (1l wielokwiata, 1l gryki) w 10. litrowej bańce. Nie wiem czemu ale śliwki zawsze mi niesamowicie pasowały do cynamonu i goździków… aby być zgodym z tym „pasowaniem” przyszły miód nabawił się sporej ilości tych przypraw. Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie ale będzie to kolejny wynalazek w piwniczce.
Tak powoli zaczynam się przygotowywać mentalnie do robienia kupażów z tych wszystkich wynalazków – sam miód z takiego derenia czy bzu to jedno ale dodanie do tego odrobiny np. miodu z aronii czy z czarnej porzeczki może dać w efekcie zupełnie coś nowego. Ale tak sobie kombinuję, że chyba ten rok to pozostanie na miody z prostą recepturą… odczekam tak do nowego roku żeby się przegryzły, wytrenuje się co z tego wyszło i wiosną wstawię nowe ale tym razem w mniejszych butelkach np. 0,5l, zamykanych kapslami ceramicznymi tak żeby dało się wsadzić do lodówki np. 8-10 różnych smaków i dopiero bawić się w kupaże… Może być naprawdę ciekawie bo póki co tym na 100% okazało się strzałem w 10 to było wymieszanie miodu właśnie z maliną ale tak czuję, że miód na aronii czy czarnej porzeczce może sam w sobie będzie strzałem w 6-7 to wymieszany z czymś bardziej nietypowym może dać niespodziewane efekty… Oj kurcze sam zaczynam się nakręcać
))
Tags: gryczany, malina, miód, śliwka, śliwka węgierka
No i sezon zaczynamy na całego…. zgodnie z zapowiedziami właśnie w fermentorach wylądowały 3 cydry…. dwa gruszkowe i jeden jabłkowy.
Drożdże dopiero ruszają…
Tags: cydr
Niniejszym chciałbym poinformować, że tegoroczny sezon miodowo-browarniczy został, przynajmniej u mnie, właśnie otwarty. Za punkt otwarcia w tym roku uznałem moment wstawienia pierwszej bańki z miodem. Oczywiście chodzi mi o dużą bańkę a nie testy, które szły przez całe lato
Tak więc duża bańka zaczęła właśnie fermentację. Drugą, z malinami pewnie wstawię w sobotę. Kurcze dostałem jeszcze propozycję wstawienia mioda „na zlecenie”, czyli materiał nie mój, moje tylko bańki i proces wytworzenia. W zamian część urobku zostaje u mnie. Rozliczenie czyste i proste. Problem tylko taki, że nie mam gdzie tego wstawić
Przydałby się jakiś ciepły strych lub ciepła piwnica….. buuuu
Co do piwek to docierają powoli zamówienia z puchami, drożdżami itd. Myślę, że w przyszłym tygodniu rozpocznę operację browarniczą opisywaną w poprzednim poście
Jedną ze zmian w tym roku na pewno będzie inne wzbudzanie fermentacji cichej w butelkach. Tym razem oprócz cukru do butelek powędruje też trochę sypkich drożdży. Nauczony dwoma ubiegłorocznymi wtopami, gdzie dwie warki wyszły mi bez gazu, tym razem dmucham na zimne…
Tags: gryczany, miód, piwo domowe
Z uwagi na to, że chyba znudziło mi się robienie piwa przez całą zimę, tegoroczny sezon browarniczy będzie jeszcze krótszy niż poprzednie. Tym razem do dyspozycji mam aż trzy fermentory i planuję zrobić szybką i zwartą akcję. 3 szybkie rundy i osiągam 9 warek w niecały miesiąc. Zrobienie trzech nasiadówek z butlami, naklejkami itd. chyba bardziej mi pasuje niż babranie się z tym całą zimę. I jak od początku jadę dalej na puchach…
Tura pierwsza:
- cydr jabłkowy
- cydr gruszkowy x2
Czyli to co szybko dojrzeje i zadowoli tabun chętnych pań domagających się cydrów
Tura druga – klasyka, która zawsze dobrze wychodzi:
- Premiovy lezak – czeski ale już sprawdzony w ubiegłym roku (samodzielny woreczek z chmielem – tak tak pucha wymagająca własnego chmielenia)
- stout w postaci Irish Velvet BrewMaker także sprawdzony w ubiegłym roku
- czeski wynalazek pt. Śląskie Ciemne jeszcze nie testowany
Ostatnia runda to lecimy już po bandzie czyli:
- imbirowe
- kriek
- no i tu mi jeszcze brakuje pomysłu…
Jeśli macie jakieś pomysły co by tu na tej ostatniej warce zbroić to dajcie znać
Czekam na propozycje.
Na pewno eksperymentem będzie Kiriek z puchy… drogie to to jak cholera ale mam nadzieję, że będzie warte swojej ceny.
Ogólnie mycie flaszek itd. już chyba mnie zaczyna wkurzać… do kompletu miody, wina, cydrowe potworki… w tym roku 3 rundy po 3 warki starczą. Jeśli miałbym to wszystko sam spożywać to chyba bym się choroby alkoholowej nabawił
Co prawda po lecie i paru grillach mało mi zostaje niewypitych butelek ale tym razem aż 2 warki ubiegłoroczne muszą pójść w grzańca (za bardzo je sklarowałem i nie było drożdży do drugiej fermentacji, więc po prostu są bez gazu). Swoją drogą nie wiem czemu wszyscy się cieszą jak przynoszę skrzynkę „odpadów” jako wkład do zimowego grzańca i koniecznie chcą to pić bezpośrednio
Tags: cydr, kierk, piwo domowe, piwo imbirowe, piwo smakowe, stout
Robiąc przygotowania do jesiennego sezonu strzeliłem rentgena w szufladzie z drożdżami itd. No i co ciekawe znalazłem woreczek z suszonymi kwiatostanami róży… Znalezisko oczywiście natychmiast władowałem w małą bańkę. Myślę że 5l tego specyfiku na początek starczy
Całość zalałem 1,5l miodu więc i trójniaczek na jesień będzie jak znalazł.
Z drugiej strony wstawiłem też omawiany w porzednim wpisie anyż… Póki co pracuje – myślę, że za jakieś 2-3 tygodnie zobaczy się co z tego wyjdzie.
Z pozytywów to wstawiona jakiś czas temu aronia na miodzie, mimo że dalej pracuje aż miło to zdecydowanie zaczyna mieć w sobie coś co może być lepsze nawet niż mailina. Póki co mocno daje drożdżami ale już czuć miłą kwaskowatość i naprawdę czuć zadatki na coś niezłego.
Swoją drogą ktoś wie gdzie można kupić zadzonki aronii? Szukałem po marketach itd. ale nawet nasion nikt nie ma….
Tak właśnie wygrzebałem z plecaka ulotkę „Cotes d’Armor”… a teraz cała legenda wokół tego…
W poprzednim wpisie opisywałem jak to byłem na kiermaszu w Skansenie… Otóż na jednym stoisku zlookałem kilku borowych dziadków coś gaworzących w dziwnej mowie. Od razu coś mi na uszach się obiło, że to francuski albo jakiś taki „żabiasto podobny”
No ale patrzę, że goście mają jakieś tam ciasteczka itd. ale mają też jakieś flaszki. No to dorwałem panią tłumacz i dopytuję się co to takowego. Goście oczywiście polali – żeby nie było
No i rozkręcili się nawijając po swojemu co to jest za trunek i jak powstaje a kobitka ledwie nadąża tłumaczyć. W każdym razie wyszło na to, że goście robią cydr, potem zlewają znad osadów…. a na koniec osady zaprawiają miodem. No i fermentują drugi raz. Przynajmniej tak to zrozumiałem. W każdym razie dziadki były tak zapalone tym jak to robią że normalnie aż mnie wkręcili… Jeśli więcej jest tam takowych napaleńców to normalnie aż chce mi się tam jechać
Są chętni na wyjazd do Bretani??
hmmmm a może u siebie zlewając cydra nastawię go na drugą fermentację??
Tags: cydr, druga fermentacja, miód
Dziś będąc na kiermaszu w Skansenie w Olsztynku zaszalałem na stoisku z przyprawami. Jednym z zakupów był właśnie owy, tytułowy anyż. W sumie kiedyś będąc w Indiach miałem okazję zjeść coś z tą przyprawą i nie było złe… Tym razem jednak zaczynam od szukania w necie gdzie od razu znajduję na Wikipedi co następuje: „Zmielone owoce badianu stanowią przyprawę, którą można stosować do ciast, kompotów, budyniów oraz do aromatyzowania niskoprocentowych napojów alkoholowych”. Hmmmmm młyn na moje uszy
W sumie stoją w domu bańki 5l i się nudzą…
W dniu jutrzejszym planuję zdobyć gdzieś 1,5l miodu lipowego i coś czuję powstanie kolejny wynalazek miodowy. Tak się tylko zastanawiam ile tego władować w bańkę bo przyprawa wydaje się zdecydowanie mocna w smaku. Czyli zabawa z cyklu jak to zrobić żeby nie przedobrzyć.
Swoją drogą na kiermaszu było sporo stanowisk z różnymi ciekawymi rzeczami. Oczywiście dokonałem inspekcji „konkurencji” i chyba wiem czemu zbieram tak wysokie noty za miody. Po prostu moje są wyraziste i nie tak obrzydliwie słodkie
Z drugiej strony widać było, że ludziki po numerze naszego znienawidzonego Urzędu Skarbowego z Biesowa, po prostu bali się kolejnej wizyty pojebów z bronią u pasa wlepiających mandaty za sprzedaż nalewek czy miodów bez koncesji. Sposób na zniszczenie naszej kultury po prostu idealny.
Inna bajka, że namierzyłem parę stoisk z serami. Nabyty został dojrzewający krowi z grubaśną skórką oraz znalazłem człowieka, który kiedyś handlował własnymi serami na rynku w Olsztynie. Gość jest chyba z Flandrii i robi naprawdę miluśne sery. Tym razem wziąłem od niego telefon
Sporo było też stanowisk z mięsami, chlebem… Niestety kasa skończyła się dokładnie wtedy kiedy była najbardziej potrzebna tj. na stoisku z rybami ze Swaderek… Pstrąg robiony al’a łosoś czy sielawka… Swoją drogą też zdechła im waga (brak prądu) więc po prostu trzeba było odpuścić….
Tags: anyż gwiazdkowy, miód, sery domowe
Dzisiejsza poranna wizyta na rynku zaowocowała w dosłownym tego słowa znaczeniu… Zakupiłem jabłka i aronię.
Kolejna tura cydra… tym razem 7kg antonówek. Do kompletu ok. 300 dkg aronii jako zakwaszacza i elementu kolorującego. Nastaw ma bardzo ładny czerwonawy kolorek. Zamiast cukru władowałem w bańkę 2 litry miodu. Całość oczywiście doprawione cynamonem i goździkami
Ponieważ zakupiłem ową aronię to stwierdziłem, że co by tu nie zbroić…. no i oczywiście padło na miodek. Do bańki powędrowało 700 dkg + 2 litry miodu. Będzie więc z tego czwórniaczek – tak w sam raz na sprawdzenie na ile ta aronia ma się do miodu… i czy warto na przyszłość zastanawiać się nad takim miksem.
Dla chętnych chcących eksperymentować z aronią – uważajcie to cholerstwo ma bardzo ładny kolor soku, który jakoś tak baaaardzo lubi brudzić wszystko w koło i niestety jest to dosyć mocno trwałe
Dziś doszła do mnie dostawa miodu…. tym razem pora na miód gryczany od Bractwa Pasieczników Wędrownych. Miodka tego używałem już kiedyś do przetworów i był naprawdę niezły. Miodek jest świeżutki
A ponieważ jest go całe 45kg to naprawdę robi to to wrażenie… W tamtym roku robiłem miód z mixa 1:1 gryki i spadzi i co tu dużo mówić zły nie wyszedł ale zdecydowanie jest mocny w smaku.
W weekend nastąpi wiekopomna chwila wstawienia trzeciej warki miodów w dużych bańkach. Tym razem jednak, z uwagi na duże zainteresowanie miodem malinowym, postanowiłem, że jedna bańka będzie normalnie gryczana a druga już do wstępnej fermentacji dostanie 5kg zmielonych, świeżych malin. Jak w tamtym roku także jadę na drożdżach Bayaness.
Wczoraj zlałem też borostwora do butelek. Borówki + miód w sumie dały miły, orzeźwiający napój. Lekko kwaskowy i leciutki alkoholowo. Coś tak czuję, że poleży sobie trochę i będzie naprawdę miłym dodatkiem do smutnych jesienno-zimowych wieczorów.
Tags: lekka gryka, miody pitne

Najnowsze Komentarze