JerzyM on Wrzesień 11th, 2011

Robiąc przygotowania do jesiennego sezonu strzeliłem rentgena w szufladzie z drożdżami itd. No i co ciekawe znalazłem woreczek z suszonymi kwiatostanami róży… Znalezisko oczywiście natychmiast władowałem w małą bańkę. Myślę że 5l tego specyfiku na początek starczy :-) Całość zalałem 1,5l miodu więc i trójniaczek na jesień będzie jak znalazł.

Z drugiej strony wstawiłem też omawiany w porzednim wpisie anyż… Póki co pracuje – myślę, że za jakieś 2-3 tygodnie zobaczy się co z tego wyjdzie.

Z pozytywów to wstawiona jakiś czas temu aronia na miodzie, mimo że dalej pracuje aż miło to zdecydowanie zaczyna mieć w sobie coś co może być lepsze nawet niż mailina. Póki co mocno daje drożdżami ale już czuć miłą kwaskowatość i naprawdę czuć zadatki na coś niezłego.

Swoją drogą ktoś wie gdzie można kupić zadzonki aronii? Szukałem po marketach itd. ale nawet nasion nikt nie ma….

Tags: ,

JerzyM on Wrzesień 5th, 2011

Tak właśnie wygrzebałem z plecaka ulotkę „Cotes d’Armor”… a teraz cała legenda wokół tego…

W poprzednim wpisie opisywałem jak to byłem na kiermaszu w Skansenie… Otóż na jednym stoisku zlookałem kilku borowych dziadków coś gaworzących w dziwnej mowie. Od razu coś mi na uszach się obiło, że to francuski albo jakiś taki „żabiasto podobny” :-) No ale patrzę, że goście mają jakieś tam ciasteczka itd. ale mają też jakieś flaszki. No to dorwałem panią tłumacz i dopytuję się co to takowego. Goście oczywiście polali – żeby nie było :-) No i rozkręcili się nawijając po swojemu co to jest za trunek i jak powstaje a kobitka ledwie nadąża tłumaczyć. W każdym razie wyszło na to, że goście robią cydr, potem zlewają znad osadów…. a na koniec osady zaprawiają miodem. No i fermentują drugi raz. Przynajmniej tak to zrozumiałem. W każdym razie dziadki były tak zapalone tym jak to robią że normalnie aż mnie wkręcili… Jeśli więcej jest tam takowych napaleńców to normalnie aż chce mi się tam jechać :-)

Są chętni na wyjazd do Bretani??

hmmmm a może u siebie zlewając cydra nastawię go na drugą fermentację??

Tags: , ,

JerzyM on Wrzesień 4th, 2011

Dziś będąc na kiermaszu w Skansenie w Olsztynku zaszalałem na stoisku z przyprawami. Jednym z zakupów był właśnie owy, tytułowy anyż. W sumie kiedyś będąc w Indiach miałem okazję zjeść coś z tą przyprawą i nie było złe… Tym razem jednak zaczynam od szukania w necie gdzie od razu znajduję na Wikipedi co następuje: „Zmielone owoce badianu stanowią przyprawę, którą można stosować do ciast, kompotów, budyniów oraz do aromatyzowania niskoprocentowych napojów alkoholowych”. Hmmmmm młyn na moje uszy :-)

W sumie stoją w domu bańki 5l i się nudzą…

W dniu jutrzejszym planuję zdobyć gdzieś 1,5l miodu lipowego i coś czuję powstanie kolejny wynalazek miodowy. Tak się tylko zastanawiam ile tego władować w bańkę bo przyprawa wydaje się zdecydowanie mocna w smaku. Czyli zabawa z cyklu jak to zrobić żeby nie przedobrzyć.

Swoją drogą na kiermaszu było sporo stanowisk z różnymi ciekawymi rzeczami. Oczywiście dokonałem inspekcji „konkurencji” i chyba wiem czemu zbieram tak wysokie noty za miody. Po prostu moje są wyraziste i nie tak obrzydliwie słodkie :-) Z drugiej strony widać było, że ludziki po numerze naszego znienawidzonego Urzędu Skarbowego z Biesowa, po prostu bali się kolejnej wizyty pojebów z bronią u pasa wlepiających mandaty za sprzedaż nalewek czy miodów bez koncesji. Sposób na zniszczenie naszej kultury po prostu idealny.

Inna bajka, że namierzyłem parę stoisk z serami. Nabyty został dojrzewający krowi z grubaśną skórką oraz znalazłem człowieka, który kiedyś handlował własnymi serami na rynku w Olsztynie. Gość jest chyba z Flandrii i robi naprawdę miluśne sery. Tym razem wziąłem od niego telefon :-)

Sporo było też stanowisk z mięsami, chlebem… Niestety kasa skończyła się dokładnie wtedy kiedy była najbardziej potrzebna tj. na stoisku z rybami ze Swaderek… Pstrąg robiony al’a łosoś czy sielawka… Swoją drogą też zdechła im waga (brak prądu) więc po prostu trzeba było odpuścić….

Tags: , ,

JerzyM on Wrzesień 2nd, 2011

Dzisiejsza poranna wizyta na rynku zaowocowała w dosłownym tego słowa znaczeniu… Zakupiłem jabłka i aronię.

Kolejna tura cydra… tym razem 7kg antonówek. Do kompletu ok. 300 dkg aronii jako zakwaszacza i elementu kolorującego. Nastaw ma bardzo ładny czerwonawy kolorek. Zamiast cukru władowałem w bańkę 2 litry miodu. Całość oczywiście doprawione cynamonem i goździkami :-)

Ponieważ zakupiłem ową aronię to stwierdziłem, że co by tu nie zbroić…. no i oczywiście padło na miodek. Do bańki powędrowało 700 dkg + 2 litry miodu. Będzie więc z tego czwórniaczek – tak w sam raz na sprawdzenie na ile ta aronia ma się do miodu… i czy warto na przyszłość zastanawiać się nad takim miksem.

Dla chętnych chcących eksperymentować z aronią – uważajcie to cholerstwo ma bardzo ładny kolor soku, który jakoś tak baaaardzo lubi brudzić wszystko w koło i niestety jest to dosyć mocno trwałe :-(

Tags: , ,

JerzyM on Sierpień 31st, 2011

Dziś doszła do mnie dostawa miodu…. tym razem pora na miód gryczany od Bractwa Pasieczników Wędrownych. Miodka tego używałem już kiedyś do przetworów i był naprawdę niezły. Miodek jest świeżutki :-) A ponieważ jest go całe 45kg to naprawdę robi to to wrażenie… W tamtym roku robiłem miód z mixa 1:1 gryki i spadzi i co tu dużo mówić zły nie wyszedł ale zdecydowanie jest mocny w smaku.

W weekend nastąpi wiekopomna chwila wstawienia trzeciej warki miodów w dużych bańkach. Tym razem jednak, z uwagi na duże zainteresowanie miodem malinowym, postanowiłem, że jedna bańka będzie normalnie gryczana a druga już do wstępnej fermentacji dostanie 5kg zmielonych, świeżych malin. Jak w tamtym roku także jadę na drożdżach Bayaness.

Wczoraj zlałem też borostwora do butelek. Borówki + miód w sumie dały miły, orzeźwiający napój. Lekko kwaskowy i leciutki alkoholowo. Coś tak czuję, że poleży sobie trochę i będzie naprawdę miłym dodatkiem do smutnych jesienno-zimowych wieczorów.

Tags: ,

JerzyM on Sierpień 9th, 2011

Tym razem pora na eksperyment… otóż udało mi się pozyskać drogą jak najbardziej legalną około 4kg borówek amerykańskich… dla tych co nie czają to takie większe jagody – ciut bardziej słodkie ale mniej kwaskowate niż nasze, polskie jagody.

Co tu dużo owijać: dorwałem te borówki… pierwszą porcję pochłonąłem z jogurtem… drugą zamroziłem… ale chwilę potem przyszło opamiętanie – no przecież nie zostawię tego na zimę! No to pozostałe 3kg władowałem do michy, zalałem 1l miodu i skatowałem blenderem. Zaistniała papka miodowo-borówkowa powędrowała do bańki o objętości niecałych 10l. Dodałem do tego wody, drożdży, pożywki, kwasku cytrynowego… i w sumie to zacząłem się zastanawiać co to kurcze z tego wyjdzie :-) Bo z jednej strony to miód pitny to to nie jest, cydr w sumie też nie, wino to już na pewno bo powinno to to osiągnąć max 2-3%… więc mamy klasyczny przykład świnki morskiej: ani to świnia ani morska. Jeśli ktoś ma pomysł jak to nazwać to proszę o komentarze. Jak wyjdzie coś z sensem to może nawet spróbuję wykombinować (prrrr pogadać z jednym gościem :-) ) co by specjalne etykiety dla tego twora wygenerować…

Tak wiec czekam na propozycję jak tego boro-stwora nazwać

Tags: , ,

JerzyM on Sierpień 3rd, 2011

http://www.guardian.co.uk/lifeandstyle/gallery/2011/aug/01/worst-beer-pumpclips?mobile-redirect=false#/?picture=377401266&index=10

Dupa mikołaja powala…

Tags:

JerzyM on Sierpień 2nd, 2011

Tym razem inna forma wpisu… uderzam w multimedia :-) Przepraszam za jakość ale kręciłem to kamerką z komórki. Mam nadzieję, że niedługo sprawię sobie jakieś rozsądniejsze urządzenie do nagrywania i pojawi się więcej wpisów multimedialnych.

Otóż w porywie fantazji nagrałem filmik, na którym chciałem wam przekazać w sumie prostą rzecz: otóż cydra da się zrobić wszędzie i właściwie jest to proste jak budowa cepa. Przepis według którego szykowałem owy produkt na filmie już podawałem. Dziwna breja widoczna na filmiku to brzeczka cydru czyli po prostu zmielone jabłka (i gruszki), które na razie pływają sobie na powierzchni przyszłego cydru. Za kilka dni, jak drożdże zrobią swoje, wszystko ślicznie opadnie na dno – widać do zresztą na gruszkowym, który już zaczął klarowanie. Na powierzchni, między jabłkami, widać jakieś ciemniejsze artefakty – tu śpieszę z informacją, że są to: goździki, cynamon i wiórki dębowe co by baniak pachniał ładnie dębową beczką a nie plastikową banią na ogóry i kapustę :-)

Ogólnie sporo osób pyta gdzie ja to wszystko robię itd. Jak widać na filmiku – baniak ma 30l… spokojnie zmieści się pod stołem, pod krzesłem czy gdziekolwiek – byle miał ciepło i stabilnie temperaturowo. Za kilka tygodni spakuję to w butle i powędruje to to do piwnicy na leżakownię. Tam poleży sobie jakieś 2 miesiące i będzie gotowy do spożycia.

Tak więc zapraszam na filmik… Dajcie znać co wy na to :-)

No i wniosek podsumowujący: TO NIE JEST TRUDNE !!!!

 

Tags: , ,

JerzyM on Sierpień 1st, 2011

Tym razem wpis zgodnie z pierwotną ideą bloga… Lindemans Kriek. Alko 3,5%

Jakoś tak ostatnio popijając Wiśnię w Piwie (oczywiście moja ulubiona, bez pasteryzacji, z nalewaka) ujrzałem jej karykaturę w postaci wiśni z Fortuny. Na tym „cudzie” landrynkowości stosowanej już wielu się wyżywało ale tak zajarzyłem że przecież w lodówie pojawił się ostatnio belgijski Kriek. Co prawda kiedyś już wyżywałem się na belgijskiej wiśni ale samego Krieka jakoś tak zawsze udawało mi się ominąć… Tak więc świeżo po zakończeniu wisienki rozpocząłem akcję „B” jak Belgia celem porównania jak te piwa różnią się między sobą :-) Wiem – dla jednych bluźnierstwo dla innych porównywanie Dawida z Goliatem… ale cóż bywa.

Informacja na etykiecie głosi, że piwo zrobione przez fermentację spontaniczną tj. na drożdżach dzikich…. hmmm… wyciągnęli z tego 3,5% alko i to kurcze na dzikusach? Jakoś tak obija się o uszy, że wiśnie czy winogrona zebrane z drzewka mogą ot tak zacząć samoistną fermentację albo, że drożdże latają sobie w powietrzu i mogą samoistnie zaszczepić piwo. Zastanawiałem się jak to możliwe ale jakby w dużym pomieszczeniu postawić sporo otwartych kadzi i trzymać obok siebie piwo już sfermentowane oraz dopiero zlaną brzeczkę to hmmm chyba może coś z tego być… ale na przemysłową skalę? Przecież Kriek jest tak znany, że jego produkcja musi być naprawdę spora… Nie wiem – ale jakoś tak sceptycznie podchodzę do tej fermentacji spontanicznej.

No ale wracając do samego Krieka… Dostałem go w kielichu z rżniętego szkła i pierwszy łyk po prostu powalił. Mimo, że dopiero skończyłem Wiśnię i smak owoców już zdołał mi się utrwalić to i tak Kriek zdecydowanie się wybił. Kwaskowatość + aromat wiśni po prostu aż zamerdał wszystkimi moimi kubkami smakowymi :-) Kolor w sumie bardzo podobny do wiśni, pianki brak.

No ale co tu mówić… 250ml sączyłem malutkimi łyczkami chyba przez 40min. Pod koniec wymiękłem. Chyba za dużo mi było już tej kwaskowatości i aromatu – kubki smakowe powiedziały dość i zażądały czegoś mniej wyrafinowanego w smaku…

Podsumowując: 9/10. Drogie jak jasny pieron – za to ten -1, smakowo rewelacja… No i porównując z Wiśnią – Browar Kormoran jest na zdecydowanie dobrej drodze ;-)

Tags: , , ,

JerzyM on Lipiec 31st, 2011

No oczywiście w dwóch osobnych zbiornikach :-)

O jabłkowym pisałem jakiś czas temu ale jakoś tak brakowało mi chyba chęci… Cały czas miałem też opory co do użycia kamionkowego garnka. Problem jednak rozwiązałem zakupując na rynku 30 litrową, plastikową bańkę do kiszenia kapusty czy innych ogórków. Po sterylizacji i wietrzeniu okazało się, że nawet przestała śmierdzieć plastikiem :-) Mają atesty na przechowywanie żywności więc czemu nie. Co prawda nie wymóżdżyłem jeszcze jak wyciągnę ten cydr z takowego baniaczka ale potrzeba matką wynalazku więc coś pewnie wymodzę… No i na koniec zakupiłem 5kg jabłek papierówek i dokonałem ich entropii do formy musu. Oczywiście ogonki i pestki zostały oddzielone. Reszta poszła zgodnie z przepisem tj. pożywki, przyprawy, trochę cukru itd. …

Co do gruszki to po prostu zlookałem na rynku jedno stanowisko gdzie koleś miał gruszkę pt. lipcówka ale tak dojrzałą, że właściwie prawie rozpadała się w rękach…. no a sok to po prostu ulepek. Stwierdziłem, że zrobię niespodziankę moim ulubionym drożdżom McGywerom podrzucając im do przetrawienia jakieś 2kg owoców :-) Krojenie jabłek mnie wkurzało ale z gruszkami to właściwie wyciskałem je bo wystarczyło ją ścisnąć a w ręce pozostawał mi tylko ogonek i gniazdo nasienne. W sumie to mam wrażenie, że nie musiałbym tego mielić a tylko przecisnąć przez sitko ale skoro już maszyna była na chodzie to poszło automatem. No i całość wylądowała w bańce 10l… a drożdże chciały mi chyba zrobić niespodziankę bo praktycznie natychmiast zaczęły wykonywać swe obowiązki :-)

Ogólnie to pierwszy raz robię cydry z surowych owoców więc jestem mocno ciekawy co z tego wyjdzie… Jesienny czy zimowy wieczór przy szklance takiego owocowego trunku z unoszącym się aromatem letnich jabłek czy gruszek może być zdecydowanie ciekawą perspektywą łagodzącą jesienne deprechy :-)

Tags: , , , ,